|
Wypad w Alpy 1998
Polanica-Zdrój – Kudowa-Zdrój – Cernilov –Hradec Kralova – Pardubice –Kolin – Praga – Pisk – Straznica – Passau – Seebruck – Pfraundorf – Kiefersfelden – Pfraundorf
Cztery lata po wyprawie rowerowej w Alpy a przede wszystkim korespondencji jaką
prowadzę z Marcinem i jego propozycji opracowania krótkiego sprawozdania z wyprawy
postanowiłem odgrzebać jakieś notatki z tej wyprawy. Uczulam, że notatki, jakie
prowadziłem są raczej ubogie w informacje a robiłem je na skrawkach czy to papieru
śniadaniowego czy karteczek wyrywanych z mojego ulubionego notesu (z numerami
telefonów przyjaciół i „przyjaciółek”).
Jak doszło do wyprawy. Była to decyzja podjęta z dnia na dzień. Praktycznie
do wyprawy przygotowywaliśmy się niespełna tydzień, no może dwa. Z tym, że ja
nie miałem jeszcze nawet porządnego roweru. Druga sprawa, nie miałem również
gotówki, aby pozwolić sobie na coś drogiego. Wsiadłem zatem w samochód z bratem
i zaczęliśmy jeździć po wszystkich sklepach rowerowych oraz komisach w województwie
śląskim. Na rowerach wiele się jeszcze nie znałem. Większość doradzał mi Paweł.
Znaleźliśmy rower – Mongoose 250 w cenie około 900 zł. – w katalogu ten sam
rower był w granicach 1500-2000 zł. Mając to co najważniejsze: rower i chęci
rozpoczęliśmy naszą wyprawę
|
Dzien 1 Ilość km: 60 Wydatki: Czekolada 1.99, Woda mineralna 1.65, Jogurt 1.95, Vita-C 5.60 = 9.24 PLN |
Dnia 29.07.1998 we wczesnych godzinach porannych wyjechaliśmy pociągiem z Mysłowic (woj. śląskie) w kierunku Kudowy-Zdrój. Nie dotarliśmy do Kudowy, bowiem część torów była pod wodą. Trasę rowerową rozpoczęliśmy z Polanicy-Zdrój o godzinie 14:00. Po przekroczeniu granicy polsko-czeskiej kierowaliśmy się na Hradec-Kralowa. Zatrzymaliśmy się w miejscowości Cernilov, tam znaleźliśmy parafię i poprosiliśmy o przenocowanie. Nie było żadnych problemów. Mało tego rankiem ksiądz i jego brat z rodziną odprawili nam takie śniadanie i przygotowali prowiant na drogę, że od razu pokochałem Czechów. |
|
|
Dzien 2 Ilość km: 100 Średnia prędkość: 19,4 km/h Czas jazdy: 5,5h Wydatki: Karta tel. 150, 2xJogurt 32, 4xRogalik 6, Tonic 13, Woda min. 13, Mars 12 = 226 Koron |
Nasz cel to podjechać jak najbliżej Pragi. Po drodze zwiedzamy Hradec-Kralowa oraz Pardubice. Naród czeski jest bardzo przyjazny. Wystarczyło że otwarłem mapę a kilku Czechów podbiegało i pytało czy mogą w czymś pomóc. W trasie miałem wywrotkę, nawet nie wiem jak do niej doszło. Co dziwne praktycznie nie zostało śladu po niej ani na moim ciele ani na rowerze. Wieczorem chwyta nas burza, raczej oberwanie chmury. Na szczęście znajdujemy schronienie – przystanek autobusowy. Szczerze mówiąc to przystanek ten był większy od 2 osobowego pokoju w akademiku T-19. Postanowiliśmy, że nie możemy tak wspaniałego miejsca opuszczać. Tym bardziej, że uwielbiam dźwięk uderzających kropel deszczu o dachówki. Czasem aż ciarki przy grzmotach oraz błyskawicach przechodziły mi po całym ciele, nie mówiąc o „gęsiej skórce”! |
|
|
Dzien 3 Ilość km: 65 Średnia prędkość: 17 km/h Czas jazdy: 4h Wydatki: camping 150, kołoczki 2x4, jogurt 40, woda 24, chleb 10, piwo 35 = 263 Korony |
Dzisiaj
wstajemy wcześnie około godziny 5:00. Wszystko po to by jak najszybciej
i jak najdłużej zwiedzać Pragę. Około 10:00 stajemy obok jakiejś kapliczki
i przygotowujemy „obiad”. Nasz obiad to zazwyczaj ryż + jogurt. Technika
przygotowywania obiadu: w związku że nasza kuchenka na benzynę miała defekt
i ciężko było dłużej gotować niż przez jakieś 5, góra 10 minut, opracowaliśmy
następującą technologię: doprowadzamy do wrzenia, częściowo odcedzamy wodę
i jak najszybciej przekładamy do menaszek, których konstrukcja przypominała
termos (menaszka w menaszce owinięta recznikami). Po pół godzinie ryż „dochodził”
do siebie. Jak już „doszedł” zostawał połykany wraz z pysznym jogurcikiem. Pogoda była cudowna na zwiedzanie miasta. Pragę zwiedzaliśmy do 18:00. Piękne miasto. Tyle tutaj zakamarków, malowniczych uliczek, zabytków. Miejsca które zobaczyliśmy to miedzy innymi plac Vaclava, most Karola, katedra Św. Vita, Hradczany i wiele innych miejsc, których już nie pamiętam. Pod katedrą rozmawiałem z innymi rowerzystami - niemcami, którzy właśnie byli w podróży przez całą Europę. To był już ich 2 miesiąc jak zwiedzali Europę. Swoją trasę mieli zamiar zakończyć we Wrocławiu. Dokładnie opisałem im trasę dojazdu do Wrocławia oraz miejscowości, gdzie warto się zatrzymać. Paweł w tym czasie zwiedzał katedrę. Wieczorem wyjeżdżamy z Pragi. Znajdujemy jakiś camping, rozbijamy namiot i najwyższy czas, aby się odświeżyć. Najpiękniejsze jest to, że jak człowiek się kładzie wieczorem do swojego śpiworka to nawet nie zdąży powiedzieć koledze dobranoc i już śpi. |
![]() ![]()
|
|
Dzien 4 Ilość km: 108 Średnia prędkość: 16,6 km/h Czas jazdy: 6 h Wydatki: Jogurt 16, snickers 2x12, pasztet 12, woda 2x18. frytki 15, piwo 19 = 122 Koron |
Kirunek Pisk. Przed samym Piskiem chwyta nas burza. W pośpiechu rozbijamy namiot w lesie. Całą noc nie przespałem. Paweł spał jak zabity. Ja natomiast wylewałem w odstępach co godzinę wodę z namiotu. Dlaczego Paweł tego nie robił? A bo miał dwa razy grubszą karimatę i zanim zdążyło go podmoczyć ja już pływałem. Straszna była ta noc – zresztą zdjęcie obok mówi same za siebie. |
|
|
Dzien 5 Ilość km: 70 Czas jazdy: 6 h Wydatki: 4 snickersy 44, 2xwoda 28, chleb 6, 3xpasztet 35, ryby w oleju 8, camping 50 = 171 Koron |
Zaskoczyło mnie jedno – brak ludzi na ulicach w piękny niedzielny dzień. Jedyne co mijamy to samochody z rowerami na dachu – czyżby wszyscy w niedziele wyjeżdżali nad jeziorka? Koło południa rozkładamy nasze bambetle – przemoczone w nocy na jakiejś łące. Słoneczko świeci. Cudownie tak wyłożyć się na karimacie pod drzewkiem w ciszy i spokoju! W momencie zasypiam. Budzi mnie głos Pawła, że powinniśmy się już zbierać, jeżeli chcemy dojechać do granicy niemieckiej. A właśnie śniły mi się piękne panie, które podawały mi winogrona – no dobra żartuje, czlowiek zmęczony nie ma czasu na sny! Wieczorem 10 km przed granicą znajdujemy camping. Tam tez rozbijamy namiot. Pod nieobecność Pawła poznaję jakąś Czeszkę. Jednak jestem tak zmęczony, że cieszyłem się jak skończyła gadać i mogłem się położyć w moim ukochanym namiociku! |
|
|
Dzien 6 Ilość km: 128 Średni prędkość: 18,7 km/h Czas jazdy: 6,45 h Wydatki: 2xsnickers 24, 0,5xchleb 6, rogalik 3 2xdanon 16, 2xwoda 32 = 81 Koron, kamping 8 Marek |
Rano około 10:00 przekraczamy granicę w Strażnicy. I tutaj spotyka nas pierwsza nieprzyjemna sytuacja. Nie chcą nas wpuścić do Niemiec, ponieważ stwierdzają, że mamy za mało pieniędzy przy sobie (mieliśmy razem około 200 marek). Gdyby nie to, iż mieliśmy telefon osoby mieszkającej niedaleko Monachium, przypuszczam ze tutaj skończyłaby się nasza podróż. Około 13:30 zaczyna padać – schronienia przed deszczem znajdziemy wiele w Niemczech – byle jaki przystanek autobusowy jest zadaszony. Robimy zatem sobie jedzenie i czekamy, aż warunki pogodowe się poprawią. Po południu zwiedzamy Passau. Paweł nie może się nadziwić ilości rowerów w mieście. Od Passau praktycznie cały czas poruszamy się ścieżkami rowerowymi. Wieczorem zatrzymujemy się na campingu koło Eigentlich. Szukamy jakiegoś namiotu. Same Mercedesy i przyczepy kampingowe, poustawiane równo obok siebie. Musimy robić furrorę naszym malutkim namiocikiem! Jeszcze jeden szczegół. Mieliśmy poważny problem z wbiciem śledzi w ziemie prawie w każdym miejscu. Nasze przypuszczenie jest takie: żeby się mercedesy nie zakopywały i ich domki pod warstwą ziemi i trawki Niemczy wylali sobie beton albo jakoś tak utwardzili, że śledź głębiej niż na około 8 cm nie chciał wejść. Ale to nasza teoria! Na Bawarii wszystkojest jak z bajki. Czyste, zadbane domy, trawniki wykoszone, pełno kwiatów, ścieżki rowerowe oznaczone przez rysuneczki różnych zwierzątek o nawierzchni lepszej niż nasze drogi w Polsce. |
![]()
|
| Dzien 7 | Niestety nie zachowało się więcej notatek z tej wyprawy. Jeszcze kilka dni jeździliśmy po samych Alpach i wdychaliśmy czyste górskie powietrze podziwiając piękno Alp. Moim marzeniem jest teraz Norwegia, czy będzie spełnionym.... |
|
|