|
Rowerem do Odessy
|
Uczestnicy:
|
Sponsorzy:
|
Trasa
----- Rower
----- Pociąg, samochód, wodolot
|
|
15 lipiec 2003
Po dojechaniu na kemping w Przemyślu okazało
się, że domek
16 lipiec 2003
117km, średnia 18.36, czas: 6:16
Przemyśl - Medyka - Mostovskoje - Sambir - Stary Sambir - Strelka
Na przejściu granicznym bez problemów - szybko. Ukraińscy celnicy traktowali nas jako swoiste urozmaicenie i skierowali nas bez kolejki do odprawy paszportowej. Nie było żadnych prób wymuszania Ukrainmedstrachu. Początkowo drogi były dobre, lecz pierwsze miasteczka pokazały, jakie straszne potrafią być tam dziury. Przez pierwsze 60km cały czas były górki (hopki), które skutecznie uszczuplały nasz siły witalne. Przed Samborem czekał nas płaskie odcinek i łąka na której zobaczyliśmy kilka bocianów
Dotychczas myślałem, że to Polska ma monopol
na te ptaki, ale szybko okazało się, że na Ukrainie jest ich też dużo,
jeżeli nie więcej jak u nas. Przy wyjeździe z Sambora postanowiliśmy
coś zjeść. Wybór padł na przydrożny bar, a konkretnie na kurę, która
okazała się cenowo i smakowa podobna do naszych okazów. W barze kobieta
dziwiła się, że wybraliśmy tą drogę do Odessy. Jak potem się okazało
rzeczywiście przy wyjeździe z Sambora pomyliliśmy drogę wyjazdową. Warto
tutaj dodać, że na Ukrainie oznaczenia dróg są bardzo słabe i dla pewności
warto pytać się miejscowych czy rzeczywiście ta droga prowadzi tam gdzie
chcemy. Dzięki tej pomyłce trasa się zmieniła, ale także zobaczyliśmy
więcej.
17 lipiec 2003
88km, średnia 15:50, czas: oj długi, długi
Strelka - Turka - Nowy kropiwnik - Rybnik - Borysław - Drohobycz - pociągiem do Stryja
Poranne
18 lipiec 2003
78km, średnia 19.38, czas: 3:59
Stryj - Morszyn - Bolechow - Dolina - Brożniew - Kałuż - pociągiem do Iwanofrankowska
Na początku udało się nam nadrobić 10km
z racji |
|
19 lipiec 2003
Dziś wstaliśmy i udaliśmy się na pociąg. Najpierw pojechaliśmy do Kołomyji, a potem do Czerniowiec. Tu znaleźliśmy nieczynny przejściowo Dom Polski. Na katolickiej parafii polecono nam pana Wacława, który zoorganizował nam i innej grupie Polaków nocleg. Po początkowej cenie 5$ za głowę osiągneliśmy bardzije rozsądną, tj. 3$. Polacy Ci okazali się turystami z Warszawy, którzy wcześniej chodzili po Czarnohorze. Piotr zrobił przepyszne spaghetti.
20 lipiec 2003
92km
Czerniowiec - Boczkowce - Chocim - Kamieniec Podolski
W
21 lipiec 2003
97km, średnia 16.89, czas: 5:46
Kamieniec Podolski - Smotricz - Gorodok - Gwardiejskoje
Zaczęło się bardzo przyjemnie tzn.
22 lipiec 2003
Dzisiejszy dzień powitał nas śniadaniem o 9. Następnie pojechaliśmy Ładą Nivą 4x4 do Chmilenickiego. Tam po długich poszukiwaniach kupiłem oponę do roweru. Co ciekawe na rozmiar 26 cali była tylko jedna Made in Russia o bieżniku wzorowanym na oponach do traktora. Dokonując transferu opony na nową po raz kolejny załataliśmy dętkę Łukasza. Okazało się, że mój aluminiowy bagażnik pękł, na szczęście w niegroźnym miejscu. Zaczęła pękać też tylna obręcz MAvica x517, która nie okazała się za dobra do współpracy z ciężkimi sakwami. Po kolacji zakończyliśmy ten leniwy dzień profanacją brydżyka.
23 lipiec 2003
Kolejny dzień lenistwa, który potwierdził naszą niechęć do płynącego, dziurawego i wyboistego asfaltu. Zaliczyliśmy pocztę, gdzie do wyboru były kartki świąteczne i imieninowe. Później były lody z makiem i konopiami indyjskimi. Kolejną część dnia wypełnił nam spacer nad błotniste coś zwane przez miejscowych jeziorkiem z racji tego, że było tam wody po kolana, a mułu po łydki. Na szczęście udało się nam znaleźć fragment trawy 2x2m, gdzie nie było gęsich odchodów. Popołudnie upłynęło nam na pakowaniu, a w zasadzie wciskaniu jedzenia do sakw.
24 lipiec 2003
82km, średnia 19.51, czas: 4:13
Gwadriejsk - Chmielnicki - Gołoskow - Dierażnia
Po wolnym starcie - moja opona z mega oporami toczenia zaczynało się całkiem, całkiem dobrze... aż do 7km, gdzie Łukasz przebił dętkę. Dalej jechaliśmy dobrą drogą, przy odbiciu z niej zgubił się Piotr, któremu najwyraźniej wydawało się, że jedizemy do Kijowa. 4km przed Deirażnią przebiłem moją oponę traktorzysty. Ale dziura nie była duza więc dojechałem do stacji kolejowej w Dierażni. Tam, gdy oczekując na pociąg łatałem tył okazało się, że przód zrobił mi podobnego psikusa co przed chwilą tył. Chwilę potem nakleiliśmy jeszcze 3 łatki na przód, gdyż 3 razy, przyszczypaliśmy dętkę. Postanowiliśmy zrezygnować ze zwiedzania Baru i dojechać do Odessy pociągiem, gdyż były sprzyjające połączenia. Warto tutaj opisać, że większość ukraińskich stacji jest o wiele nowocześniejsza od polskich, a i pociągi są bardziej nowoczesne. W Wapniarce oczekiwaliśmy na bezpośredni do Odessy. Zjedliśmy kolacyjkę w barze (4hr za 0,5l piwa, kilka pierożków i sałatkę). Zostaliśmy też wylegitymowani przez milicję (bądź inne mundurowe cholerstwo, jakiego pełno jest na Ukrainie). Zwrócili uwagę na to, że za przykładem miejscowych rozwaliłem się na ławkach w poczekalni i spałem w najlepsze. O 3:38 wsiedliśmy do pociągu...
25 lipiec 2003
26 lipiec 2003
Dzień zaczął się od zimnej bryzy od morza,
co spowodowało poranne poszukiwania cieplejszego okrycia i zamknięcie
drzwi na balkon. Po smakowaniu chińskich zupek pojechaliśmy autobusem
do miasta (0,7 hr od głowy za bilet). W autobusie oprócz kierowcy siedzi
pracownik, który pobiera opłaty od wsiadających podróżnych. Autobus,
gdy chcemy wsiąść zatrzymujemy podnosząc rękę. Co ciekawe możemy robić
to nie tylko na wyznaczonych
27 lipiec 2003
21km, średnia 13.66, czas 1:55
Ja z Łukaszem pojechaliśmy zobaczyć cypelek
kończący zatoczkę. Najpierw deptakiem, a później drogą, na której był
checkpoint DAI (ukraińska drogówka). Potem odbiliśmy w prawo i zjechaliśmy
na plażę. Później okazało się to błędem, gdyż musieliśmy wciągać rowery
na wydmę. W tym momencie poczułem się niedobrze i męcząc się niesamowicie
dojechałem do domku. Resztę dnia spędziłem na sjeście, która przemieniła
się w 39,1 C. W tym miejscu chciałbym podziękować Piotrowi, Łukaszowi
i Pawłowi za opiekę nade mną. Rano było trochę lepiej, więc zdecydowałem
się jechać z Piotrem do Winnicy pociągiem, a następnie samochodem do
Polski.
|
|